Był geniuszem, to nie ulega wątpliwości. Przyjaźnił się z Einsteinem, korespondował z Leninem, w swoim domu gościł takie persony, jak Edison czy Marconi. Lista jego patentów jest imponująca – liczy ponad 200 pozycji. Nie ma jednak o nim wzmianki w „Encyklopedii Wrocławia” czy „Mikrokosmosie”. Polska edycja Wikipedii również milczy na jego temat. We Wrocławiu nie znajdziemy ulicy jego imienia, ani nawet pamiątkowej tablicy. Choć z jego patentów korzystamy na co dzień, 99 proc. wrocławian nie wie o jego istnieniu. Świat zna go pod nazwiskiem Charles Proteus Steinmetz. Urodził się we Wrocławiu 9 kwietnia 1865 r. jako Karl August Rudolf Steinmetz.

Charles Proteus Steinmetz – fotografia z 1915 r. (Źródło: Link)
Kiedy przyszedł na świat nic nie zapowiadało, że Steinmetz będzie jednym z najwybitniejszych umysłów przełomu XIX i XX w. Po ojcu i dziadku odziedziczył choroby, które powodowały deformację ciała. Cierpiał m.in. na karłowatość, kifozę (potocznie zwana garbem) czy dysplazję stawu biodrowego. Od najmłodszych lat przejawiał wielkie zdolności w kierunku przedmiotów ścisłych. W wieku 8 lat rozpoczął edukację we wrocławskim Johannes Gymnasium, które ukończył po 9 latach. Była to ekskluzywna i najlepsza szkoła dla chłopców w ówczesnym Breslau. Swoich nauczycieli zadziwiał znajomością matematyki i fizyki. Bezpośrednio po tym podjął studia na Uniwersytecie Wrocławskim. Studiował jednocześnie na czterech kierunkach: matematyce, fizyce, chemii i ekonomii. Nie uzyskał jednak dyplomu doktora – musiał opuścić Wrocław w 1888 r.
Przyczyn było kilka: konflikty z ojcem i macochą, przyrodnim rodzeństwem, zaległości na uczelni, no i najważniejsza sprawa – współpraca z Socjalistycznym Związkiem Studentów. Należy bowiem wyjaśnić, że Karl Steinmetz był socjalistą (jak wielu jego kolegów ze studiów) i wierzył w postęp ludzkości, jako rozwój techniki i nauki, ale w warunkach powszechnej sprawiedliwości społecznej. Na takie poglądy nie było miejsca w ówczesnej Rzeszy Niemieckiej.
Steinmetz wyjechał z Wrocławia do Szwajcarii, gdzie podjął studia na Politechnice Federalnej w Zurychu. Jednak już po roku opuścił Szwajcarię i wybrał się w podróż za ocean. Do Stanów Zjednoczonych.
„Amerykański sen” Steinmetza mógł się jednak nie spełnić – urzędnik imigracyjny długo się opierał przed wpuszczeniem na amerykańską ziemię niedowidzącego karła, z mocno zdeformowanym ciałem, bez grosza przy duszy i do tego nie znającego jęz. angielskiego. Dla bezdusznego urzędnika Steinmetz nie był dobrym „materiałem” na pełnoprawnego Amerykanina. Tylko dzięki prośbom kolegi ze studiów, z którym podróżował, Steinmetz nie został zawrócony do Europy. W końcu nasz wrocławianin stanął na amerykańskim lądzie i trzeba przyznać, że Stany Zjednoczone nigdy nie pożałowały tej decyzji.
W USA Karl Steinmetz przyjął nazwisko Charles Proteus Steinmetz (Proteus było jego przydomkiem jeszcze z czasów studenckich) i zaczął pracę w małej firmie elektrycznej w okolicach Nowego Jorku, założonej przez niemieckiego emigranta Rudolfa Eickmeyera. W nowych realiach Steinmetz szybko przekwalifikował się z teoretyka-matematyka w inżyniera elektryka. W firmie Eickmeyera zajmował się udoskonalaniem maszyn elektrycznych, projektowaniem silników komutatorowych prądu przemiennego stosowanych w tramwajach oraz obliczał i budował transformatory.
I wtedy w życiu Steinmetza pojawił się potężna firma – General Electric. Jeden z założycieli GE i wybitny wynalazca Thomas Alva Edison, do niedawna orędownik prądu stałego, zdecydował się przejść na technologię prądu przemiennego. GE przejął więc niewielką firmę Eickmayera, a wraz z nią Charlesa Proteusa Steinmetza. W ten sposób Steinmetz stał się „najcenniejszym przyrządem w posiadaniu General Electric”, jak napisał John Dos Passos w książce „42. równoleżnik”.

Steinmetz z Edisonem (Źródło: Link)
Pod skrzydłami potężnego przedsiębiorstwa, Steinmetz mógł rozwinąć swój talent. GE specjalnie dla niego wybudowało laboratoria naukowe, w których eksperymentował i prowadził badania. W czasie jednego z doświadczeń odkrył zjawisko histerezy, w 1900 r. stworzył teorię silnika histerezowego, które na masową skalę zaczęto stosować dopiero po śmierci Steinmetza.
W GE pełnił początkowo funkcję szefa biura konstrukcyjnego i inżyniera konsultanta, jednak szybko awansował na dyrektora do spraw badań i rozwoju.

Steinmetz, Einstein i Tesla – rok 1921 (Źródło: Link)
Żył w państwie dalekim od swoich ideałów, ale wciąż pozostawał zadeklarowanym socjalistą. Choć zajmował jedno z najważniejszych stanowisk w General Electric, nie pobierał regularnej pensji. Firma zakupiła mu dom i wszystkie niezbędne do życia przedmioty, a Steinmetz raz na jakiś wystawiał Edisonowi rachunki na swoje usługi. Był działaczem społecznym, potępiał rasizm, propagował współpracę z Rosją, w której wkrótce władzę przejęli bolszewicy. Zresztą Steinmetz prowadził liczną korespondencję z samym Leninem i można przypuszczać, że to Steinmetz podpowiedział Wodzowi Rewolucji slogan „Komunizm – to władza radziecka plus elektryfikacja całego kraju”.
W pracy był tytanem, pracoholikiem wręcz, ale postulował wprowadzenie 4-godzinnego dnia pracy.
Jego badania otworzyły drogę do komercyjnych zastosowań elektryczności. Wyobraźnię współczesnych mu ludzi pobudzały badania nad piorunami – gazety donosiły o zbudowanych przez niego generatorach sztucznych błyskawic. Napisał kilkanaście podręczników wyjaśniających najnowsze zagadnienia elektrotechniki, ale także teorię względności. W latach 1901-1902 był prezydentem AIEE (American Institute of Electrical Engineers). Budował elektrownie wodne, elektryfikował kolej, opracowywał nowe typy świetlówek. Pozostawił po sobie ponad 200 patentów.
Był również wizjonerem – przewidział rozpowszechnienie się radia, telewizji, klimatyzacji, elektrycznych urządzeń AGD i wykorzystania energii słonecznej. Od 1917 r. podejmował próby produkcji i sprzedaży samochodów elektrycznych, które dziś – niemal po 100 latach – wracają do łask.

Charles Proteus Steinmetz z adoptowanym synem Josephem Haydenem, wnukami oraz… elektrycznym samochodem (Źródło: Link)
Charles Proteus Steinmetz jest bohaterem wielu anegdot, poniżej niektóre z nich:
Zmarł 26 października 1923 r. Miał 58 lat. Nigdy się nie ożenił, ponieważ nie chciał, żeby dzieci oddziedziczyły jego ułomności. Miał jednak wnuki, które rozpieszczał – stworzył bowiem rodzinę zastępczą, adoptując młodego inżyniera Josepha Haydena.
Amerykanie pamiętają o jego osiągnięciach naukowych. Amerykańskie Towarzystwo Inżynierów Elektryków przyznaje każdego roku nagrodę naukową imienia Steinmetza.
Poczta Stanów Zjednoczonych w 1983 r. wydała serię czterech znaczków poświęconą sławnym elektrykom. Na znaczkach umieszczono wizerunki Edwina Armstronga – twórcy m.in. odbiorników superheterodynowych, Nikoli Tesli – konstruktora silnika indukcyjnego i Philo Farnswortha – pioniera amerykańskiej telewizji. Serię otwiera jednak znaczek z podobizną Charlesa Proteusa Steinmetza – Wrocławianina, Niemca, Żyda, Amerykanina, geniusza w ciele karła.


Seria znaczków ze sławnymi elektrykami (Źródło: Link)
Źródła:
Jest też jednym z pomysłodawców zastosowania liczb zespolonych do opisu stanów ustalonych w liniowych obwodach prądu przemiennego.
Drugim sławnym w elektrotechnice breslauerem z urodzenia, monachijczykiem z wyboru jest Leo Graetz, wynalazca mostka prostowniczego.
Jak zwykle kawał dobrej lektury. Pozdrowienia i polecamy się: wroclawskismakosz.pl
Fascynujący artykuł. Musiał Cię kosztować dużo pracy. Dziękujemy. Jak Ty znalazłeś te fotografie.
Szczególnie podoba mi się ta z młodym Einsteinem i Teslą. Na końcu artykułu niesamowite anegdoty, jak ta o Edisonie. Przedstawiłeś mi bardzo wartościowego człowieka, o którym nie miałem zielonego pojęcia. Połknąłem ten artykuł i mam zamiar lepiej poznać ten portal, bo zapowiada się rzeczowo.
„Jak Ty znalazłeś te fotografie.”
Google jest moim przyjacielem