Karl Hanke był doskonałym przykładem człowieka ukształtowanego przez narodowy socjalizm: bezwzględnie posłuszny Hitlerowi, lojalny, arogancki i uparty oraz bezwzględny aż do okrucieństwa. Hanke był z pewnością postacią nietuzinkową, a jego barwny życiorys mógłby stać się podstawą do nakręcenia naprawdę niezłego filmu – z licznymi scenami batalistycznymi, wątkiem miłosnym i motywem tajemniczej ucieczki z Festung Breslau. Zatem kim naprawdę był Karl Hanke i jak skończył się jego żywot?

Karl Hanke (24.08.1903 – 8.06.1945 ?)
Karl August Hanke urodził się 24 sierpnia 1903 r. w dolnośląskim Lubaniu (Lauban). Z wykształcenia był młynarzem, właściwie mistrzem młynarstwa, a po ukończeniu szkoły pedagogicznej w Berlinie został nauczycielem w jednej z berlińskich szkół rzemieślniczych. W 1928 r. wstąpił do NSDAP (nr legitymacji partyjnej 102 606) i zaczął piąć się w górę w partyjnej hierarchii – najpierw pełnił funkcję kierownika obwodowej grupy partyjnej (Ortsgruppenleiter), później kierownika okręgu partyjnego. W 1931 r. jego aktywność w NSDAP stała się przyczyną utraty pracy w szkole. Już rok później Hanke został członkiem pruskiego sejmu krajowego i parlamentu Rzeszy. Jednocześnie Hanke został osobistym adiutantem i sekretarzem berlińskiego kierownika okręgu NSDAP Josepha Goebbelsa. Ta znajomość okazała się bardzo znacząca dla Karla Hankego, ale o tym później.

Karl Hanke, jako sekretarz Goebbelsa
Fotografia ze zbiorów Yad Vashem
Goebbels zlecił Hankemu poprowadzenie sprawy budowy nowej siedziby dla urzędu okręgu berlińskiej NSDAP. Hanke zaangażował do tego dzieła architekta Alberta Speera, wówczas już aktywnego członka partii. Znajomość z Karlem Hanke okazała się z kolei znacząca dla Speera, który parę lat później został głównym architektem III Rzeszy, ministrem ds. uzbrojenia i amunicji, szefem organizacji TODT. W swoich „Wspomnieniach” Speer wielokrotnie nazwał Hankego swoim „przyjacielem” oraz stwierdził, że to Hanke go „odkrył”.

Joseph Goebbels w swoim gabinecie, za Gobbelsem stoi Hanke (1937)
Fotografia ze zbiorów Bundesarchiv, via Wikipedia
W 1933 r. władzę w Niemczech przejął Adolf Hitler, jego zaufani ludzie zostali państwowymi dygnitarzami i objęli teki poszczególnych resortów. Joseph Goebbels został ministrem propagandy i oświecenia publicznego. Hanke w lutym 1934 r. zasilił szeregi Schutzstaffel (SS) (nr legitymacji 203 103) i rozpoczął pracę w ministerstwie propagandy. Również tutaj zaczął szybko wspinać się po szczeblach kariery: w 1937 r. – został dyrektorem, a potem ministerialnym sekretarzem stanu; w 1938 r. – wiceprezydentem Izby Kultury Rzeszy (Reichskulturkammer), instytucji nadzorującej wszelkie obszary życia kulturalnego w nazistowskim państwie niemieckim.
W tym momencie obiecująca kariera ministerialna Hankego została przerwana przez… no właśnie… bo są dwie wersje tej historii.

Joseph Goebbels ze swoją żoną Magdą (po prawej), Karl Hanke (po lewej) – Bal Dziennikarzy 1939 r.
Źródło
Wedle jednej Hanke wdał się w romans z Magdą Goebbels, a więc z żoną swojego szefa. Kiedy minister propagandy dowiedział się o tym flircie miało dojść nawet do zażartej bójki Goebbelsa i Hankego. Wedle drugiej wersji Magda Goebbels poprosiła Hankego o zbieranie dowodów na wiarołomstwo męża, znanego z licznych romansów. Hanke – bardzo oddany Magdzie, z którą być może łączyło go „coś więcej” – zgodził się na to i zaczął niebezpieczną zabawę w prywatnego detektywa, zbierając dowody zdrad swojego pryncypała. Chodziło głównie o romans Goebbelsa z gwiazdą kina czechosłowackiego Lidą Baarovą, w której Goebbels zadurzył się bez reszty, chciał dla niej nawet porzucić swój urząd i opuścić III Rzeszę. W sprawie interweniował osobiście Hitler, który zakończył ten potencjalny skandal publiczny. Tak czy inaczej Hanke przypłacił to karierą, stracił pracę w ministerstwie propagandy, jego znaczenie w NSDAP również zmalało. Wydawało się, że jest skończony. Co zrobił Hanke? Zaciągnął się do Wehrmachtu.
W lipcu 1939 r. na ochotnika zgłosił się do Szkolnego Pułku Pancernego. We wrześniu 1939 r. uczestniczył w agresji na Polskę (w stopniu Panzerschütze), po czym jego oddziały zostały skierowane na Zachód, a Hanke został awansowany na stopień sierżanta (Feldwebla). W 1940 r. Hanke uczestniczył w kampanii przeciw Francji, w czasie której spotkały go kolejne awanse: na podporucznika (Leutnant) i dowódcę kompanii. Na Zachodzie walczył pod dowództwem samego gen. Erwina Rommla, późniejszego feldmarszałka, dowódcy Afrika Korps. Zresztą Rommel prawdopodobnie nigdy nie zostałby Lisem Pustyni, gdyby nie Hanke – ten uratował mu życie podczas jednej z potyczek kampanii francuskiej. Za swoje frontowe wyczyny w Polsce, Belgii i Francji Hanke otrzymał Krzyż Żelazny I Klasy, Srebrną Odznakę Wojsk Pancernych oraz Odznakę za Rany. Wehrmacht opuścił w stopniu porucznika i zaczął pracę w sztabie Reichsführera SS – Heinricha Himmlera. Można powiedzieć, że wracał do gry.
Kiedy Hitler podzielił prowincję śląską na dwa okręgi partyjne NSDAP – Dolny i Górny Śląsk, kierownictwo w jednym z nich – dolnośląskim – powierzono Hankemu. W ten sposób 27 stycznia 1941 r. Karl Hanke został mianowany gauleiterem Dolnego Śląska, nadprezydentem prowincji oraz jednocześnie komisarzem obrony Rzeszy w VIII Okręgu Wojskowym. Na urząd wprowadził Hankego sam Rudolf Hess, a więc zastępca Führera. Wydarzenie odbyło się z wielką pompą we wrocławskiej Hali Stulecia 9 lutego 1941 r. – możemy je obejrzeć na zachowanej kronice filmowej:
Jednocześnie Hanke awansował w strukturach SS. W 1942 r. Himmler przyznał mu stopień SS-Gruppenführera, a dwa lata później – SS-Obergruppenführera.

Hanna Reitsch w 1941 r. odwiedziła rodzinną Jelenią Górę. Towarzyszył jej oczywiście Karl Hanke. Fotografia pochodzi z kwietnia 1941 r.
Fotografia ze zbiorów Bundesarchiv, via Wikipedia
W Breslau Karl Hanke wiódł spokojne i luksusowe życie. Czas płynął, III Rzesza podbijała świat, Hanke królował na wrocławskich salonach, wdawał się w romanse… Efektem jednej z takich miłostek były narodziny córki – w grudniu 1943 r. Matkę swojego dziecka – baronową Fredę von Fircks, córkę bogatego ziemianina – Hanke poślubił 25 listopada 1944 r.
W końcu szczęśliwa karta III Rzeszy odwróciła się. Na Zachodzie oddziały amerykańskie i brytyjskie zdobywały kolejne tereny wcześniej zajęte przez Hitlera. Na Wschodzie ruszyła ogromna operacja wojenna Sowietów. Wielomilionowa Armia Czerwona miała jeden cel – zdobyć Berlin. Po drodze Sowieci mieli jednak pewne miasto uchodzące w III Rzeszy – z racji swojego położenia na wschodnich rubieżach Niemiec – za nieco prowincjonalne. Breslau.
Już 25 lipca 1944 r. miasto zostało ogłoszone „Twierdzą” – Festung Breslau. Dwa miesiące później do Wrocławia przybył generał major Johannes Krause, pierwszy komendant Festung Breslau. Widząc postępy Armii Czerwonej zwrócił się on do gauleitera Hankego z propozycją ewakuacji z Wrocławia w głąb Niemiec 200 tysięcy kobiet, dzieci oraz osób chorych. Ten wniosek spotkał się jednak z odmową godną fanatycznego nazisty: „Gdzie z taką wielką liczba ludzi? Nie ma takiego polecenia. Jeżeli zamelduję to Hitlerowi – każe mnie rozstrzelać jako defetystę!”.
Nakaz ewakuacji Hanke ogłosił dopiero 19 stycznia 1945 r. Zaczął się dramatyczny eksodus kobiet i dzieci znany w historii jako Wielka Ucieczka (Grosse Flucht). Breslau, liczący wówczas przeszło milion mieszkańców w ciągu paru tygodni opuściło około 700 tys. osób. Warunki niezwykle srogiej zimy w 1945 r. sprawiły, że – jak się dziś szacuje – kosztowało to życie około 100 tys. osób. Pobocza dróg wylotowych z Breslau dosłownie zaścielone były zwłokami kobiet, dzieci i starszych osób. Mężczyźni zdolni do noszenia broni, nawet kilkunastoletni chłopcy – zgodnie z zarządzeniem Hankego – mieli pozostać w mieście. W nocy z 15 na 16 lutego 1945 r. Armia Czerwona zamknęła pierścień wokół Festung Breslau.

Gauleiter podczas uroczystości zaprzysiężenia nowego batalionu Volkssturmu na dzisiejszym Placu Wolności. Luty 1945 r.
Fotografia ze zbiorów Bundesarchiv, via Wikipedia
Zmieniali się dowódcy Twierdzy Wrocław, ale Hanke trwał na swoim stanowisku gauleitera. Rządził w mieście twardą ręką i bezlitośnie. Każdego, kto sprzeciwił się jego rozkazom, siał defetyzm, czy podważał sens obrony Festung Breslau, czekała kara – wyrok śmierci. 28 stycznia 1945 r. Hanke rozkazał rozstrzelać wiceburmistrza Dr. Wolfganga Spielhagena za rzekome zgłoszenie chęci wyjazdu do Berlina. To wystarczyło by gauleiter oskarżył Spielhagena o „bezgraniczne tchórzostwo”. Ta egzekucja była pokazowa – odbyła się na Rynku, a ciało wiceburmistrza wrzucono do Odry. „Kto obawia się śmierci, ten umrze w hańbie” – tak brzmiały ostatnie słowa obwieszczenia z podpisem Hankego o rozstrzelaniu Spielhagena. Później podobny los spotkał m.in. Dr. Sommera - kierownika rolnego rejencji wrocławskiej, Paula Glückela – kierownika obwodowej grupy NSDAP z Kleciny, Eugena Pfanda – burmistrza Kleciny, Bruno Kurzbacha – burmistrza Brochowa. W Breslau pod rządami Hankego nikt nie mógł czuć się bezpieczny, nawet jeśli był wysokim funkcjonariuszem partii czy lokalnym notablem.
Hanke odrobił lekcję zarówno u mistrza propagandy Goebbelsla („Frontzeitung der Festung Breslau – Schlesische Tageszeitung” była wydawana do końca oblężenia i nawet w dniu kapitulacji głosiła, że „opór przeciwko Sowietom będzie kontynuowany”), jak i u bezwzględnego szefa SS Himmlera.
30 kwietnia 1945 r. Hitler popełnił samobójstwo, jednak dzień wcześniej spisał swój polityczny testament, w którym ustalił nowy porządek w kręgach władzy III Rzeszy. Karl Hanke został w nim wymieniony jako nowy Reichführer SS oraz szef niemieckiej policji. Był zatem następcą Himmlera, ostatnim szefem okrytej złej sławą, zbrodniczej SS.
Tymczasem w Breslau ludność cywilna coraz głośniej domagała się kapitulacji Twierdzy. Organizowane były nawet spontaniczne protesty – rzecz nie do pomyślenia w pierwszych dniach oblężenie. Straty i zniszczenia w mieście były ogromne. 4 maja 1945 r. do siedziby komendanta gen. Hermanna Niehoffa w piwnicach dzisiejszego oddziału Biblioteki Uniwersyteckiej na Wyspie Piaskowej przybyła delegacja wrocławskich duchownych. „Czy w tych okolicznościach może Pan wziąć na siebie odpowiedzialność przed Bogiem za prowadzenie dalszej obrony miasta?” – zapytał komendanta pastor Ernst Hornig. Niehoff odpowiedział, że ma rozkazy od dowódcy niemieckiej Armii Środek feldmarszałka Ferdinanda Schörnera, który „ma zamiar przyjść z odsieczą, a my mamy przebić się na południu miasta”. Hornig powtórzył swoje argumenty na kolejnym zebraniu sztabu, w obecności nie tylko Niehoffa, ale i dowódców jednostek frontowych oraz dowódców SS. Tego dnia, późnym popołudniem niemieccy parlamentariusze udali się do Rosjan negocjować warunki negocjacji.
W nocy z 4 na 5 maja 1945 r. u gen. Hermanna Niehoffa pojawił się sam gauleiter Hanke, który czynił komendantowi wyrzuty, na temat „atmosfery kapitulacji” przez argumenty „jakiegoś klechy”. Potem gauleiter miał poprosić komendanta o radę, co ma zrobić, kiedy Twierdza padnie. Odrzucił sugestię o samobójstwie, odpowiadając, że jest zbyt młody i chce dalej żyć. Inny pomysł, żeby z książeczką wojskową niejakiego Meyera ukrył się wśród oddziałów Wehrmachtu, Hanke uznał za ryzykowny – bał się, że zostanie zdradzony. Podobnie było z propozycją wpisania go na listę pacjentów jednego z wojskowych lazaretów. Gauleiterowi pozostała już tylko jedna opcja – opuszczenie oblężonego miasta.
Wokół tej ucieczki Hankego narosło wiele legend i mitów, czasem bardzo fantastycznych. Niekiedy można przeczytać, że gauleiter uciekł z Breslau jakimś tajnym tunelem, albo niemieckim latającym dyskiem V-7. Te opowieści można włożyć między bajki, ale w rzeczywistości o ucieczce Hankego wiemy nadal bardzo mało.
Najpopularniejsza teoria, przewijająca się najczęściej w literaturze, dotyczy samolotu Fieseler Fi-156 „Storch” („Bocian”).

Fieseler Fi 156 „Storch”
Źródło
Była to niewielka, lekka maszyna zwiadowcza, która miała jeden podstawowy atut – potrzebowała bardzo niewiele miejsca, żeby wzbić się w powietrze. Do startu „Storchem” wystarczało ledwie 60 m (choć w przypadku akcji uwolnienie Benito Mussoliniego przez oddział Otto Skorzenego pojawia się informacja o starcie tej maszyny z pasa długości 45 m!).
Możliwości tego samolotu można zobaczyć na tym filmie:
Przynajmniej jeden sprawny Fieseler Fi-156 „Storch” był w mieście – został oddany do dyspozycji Niehoffa, który miał się nim udać do Kwatery Głównej Hitlera, kiedy sytuacja w Breslau będzie beznadziejna. Hanke miał porozumieć się z pilotem tej maszyny (znamy nawet jego nazwisko – starszy sierżant Horst Jäger), który z wiadomych względów wolał opuścić Breslau – nie ważne czy lecąc z Niehoffem czy też z gauleiterem – niż dostać się do sowieckiej niewoli. Nie zapominajmy, że Hanke był wówczas również Reichsührerem SS – to na prostym żołnierzu Luftwaffe musiało robić wrażenie. Takiej personie po prostu się nie odmawiało. I tak w nocy z 5 na 6 maja, lub wczesnym rankiem 6 maja 1945 r. z Festung Breslau wyleciała ostatnia niemiecka maszyna. Wedle Horniga taki samolot miał być widziany 6 maja 1945 r. ok. godz. 6 przez niektórych mieszkańców i żołnierzy Wehrmachtu. Na jego pokładzie miał się znajdować Hanke, przebrany w mundur kaprala SS.
W tym miejscu kolejne pytanie: skąd właściwie odleciał „Storch”?
Przez długie lata w literaturze dotyczącej Festung Breslau pojawiała się właściwie jedna lokalizacja – lotnisko na placu Grunwaldzkim, budowane siłami ludności cywilnej i robotników przymusowych po utracie przez Niemców lotniska na Gądowie. Z czasem do potencjalnych miejsc startu „Storcha” typowano nowe lokalizacje – Plac Wolności, Pola Marsowe w pobliżu Stadionu Olimpijskiego oraz tereny w sąsiedztwie Hali Stulecia. Ta ostatnia lokalizacja wydaje mi się osobiście najbardziej prawdopodobna z uwagi na inne relacje pojawiające się w literaturze – „Bocian” miał być ukryty w jednej z dawnych hal wystawowych w pobliżu wspomnianej Hali Stulecia.
Warto wspomnieć, że istnieje jeszcze jedna teoria na temat tej lotniczej ucieczki Hankego. Dotyczy innego typu maszyny, którą gauleiter miał opuścić Festung Breslau. We „Wspomnieniach” Alberta Speera pojawiła się informacja, że Hanke wyleciał z Wrocławia prototypowym egzemplarzem niemieckiego helikoptera. Speer miał się o tym dowiedzieć od Antona Flettnera, niemieckiego konstruktora pierwszych modeli helikopterów. Wedle tej teorii Hanke miał opuścić Wrocław na pokładzie śmigłowca Flettner Fl 282 „Kolibri” („Koliber”), dwuosobowej maszyny oblatanej już w 1941 r., wprowadzonej do służby w Kriegsmarine w 1942 r.. „Kolibri” był pierwszym śmigłowcem na świecie produkowanym seryjnie oraz pierwszym użytym w działaniach bojowych. Trudno zatem powiedzieć, żeby był to prototyp. W ostatnich tygodniach wojny kilka egzemplarzy tej maszyny posiadała 40 eskadra transportu powietrznego, która stacjonowała w Ainring, niedaleko Salzburga. Czy jedna z tych maszyn została wysłana w okolice Wrocławia?

Nieukończone jeszcze „Kolibry” na lotnisku w Świdnicy (?) oraz ich konstruktor Anthon Flettner. Październik 1944 r.
Źródło
Poniżej film – dowód, że te maszyny naprawdę latały:
Kolejne pytanie: dokąd poleciał (na pokładzie „Bociana” lub „Kolibra”) gauleiter Hanke?
Rozsądnie i prawdopodobnie brzmi teoria o lądowaniu na polowym lotnisku w Pszennie pod Świdnicą (dziś to część Świdnicy, a lotnisko znajdowało się między dzisiejszymi ulicami Metalowców i Szarych Szeregów). W Pszennie stacjonował 52 pułk lotnictwa myśliwskiego, który opuścił lotnisko 7 maja, przenosząc się do Czech. Maszyna z Hankem na pokładzie miała wylądować wcześnie rano 6 maja 1945 r. Lot z Wrocławia na podświdnickie lotnisko, zakładając nawet przelot z minimalną prędkością, kluczeniem między pozycjami Sowietów, mógł trwać godzinę, może 1,5 godz. Maszyna po ostrzale radzieckich żołnierzy była prawdopodobnie uszkodzona. W Pszennie dokonano prowizorycznej naprawy, zatankowano do pełna i Hanke poleciał dalej. „Storchem”? Tego również nie wiemy z całą pewnością, bo pojawiły się głosy, że gaulaiter miał przesiąść się na inny samolot, średni bombowiec – Heinkel He 111. Tak się składa, że taka maszyna mogła znajdować się w Pszennie.

Gauleiter Hanke i Volksturm
Źródło
Ostatnią w miarę pewną informacją o celu dalszej podróży Hankego był telefonogram, który dotarł przed południem do komendanta Niehoffa: „Gauleiter Hanke lekko ranny właśnie wylądował w uszkodzonej maszynie”. Telefonogram nadszedł z Jeleniej Góry.
Inna teoria głosi, że samolot z gauleiterem został ostrzelany przez sowiecki myśliwiec i Hanke wraz z pilotem wyskoczyli na spadochronach gdzieś w okolicach Zieleńca. Ta hipoteza – z uwagi na wyżej cytowany telefonogram – wydaje się jednak wątpliwa.
Dalsze losy gauleitera to kolejne hipotezy i teorie. Najpopularniejsza z nich głosi, ze Hanke dotarł do Czech, przyłączył się do Dywizji „Horst Wessel”, z którą następnie trafił do niewoli. I dalej: wedle jednej z wersji miał zginąć podczas próby ucieczki, którą podjął na początku czerwca 1945 r., wedle innej – został zabity przez czeskich partyzantów. Niektóre źródła określają datę jego śmierci – 8 czerwca 1945 r.
To jednak nie zamyka sprawy, bo hipotez na temat dalszych losów „kata Wrocławia” jest więcej. Niektóre mówią o ucieczce przez Pragę do Hiszpanii lub nawet Argentyny. Sam Niehoff w cytowanych przez Horniga wspomnieniach opublikowanych w 1956 r. na łamach „Welt Am Sonntag” stwierdził: „Są ludzie, którzy twierdzą, że ukrył się w Ameryce Południowej. Inni znowu, że został złapany w Czechosłowacji, wyskoczył z transportu jeńców na nasypie kolejowym i został przy tym zastrzelony”. Ernst Hornig uzupełnia to o inną zasłyszaną relację: „(…) Hanke uciekł na motocyklu z przyczepą, wraz z adiutantem i kierowcą, obaj w uniformach SS, z Hirschberg [Jelenia Góra] przez Riesengebirge [Karkonosze] do Czechosłowacji i tam w jednej z noclegowni został w nocy aresztowany przez milicję. Podczas próby ucieczki na nasypie kolejowym otrzymał rany postrzałowe, potem rozpoznano go w jednym z czeskich obozów jenieckich, w którym zmarł” . Żona gauleitera – Freda von Fircks – uznała Hankego za zmarłego dopiero w 1950 r.
Zbierając materiały do tego wpisu natknąłem się na pewne informacje sugerujące, że Hanke jednak przeżył wojnę. Mianowicie na jednym z for internetowych poświęconych II wojnie światowej i III Rzeszy, trafiłem na post osoby, która szukała tam zdjęć swojego pra-pra dziadka. Ów przodek został wymieniony z imienia i nazwiska – był nim gauleiter Karl Hanke. W kolejnych postach (z 2010 r.) pojawiły się sugestie, że Hanke żył lub nawet nadal żyje, co wydaje się jednak wątpliwe – dziś miałby 108 lat. Być może to jakaś prowokacja, żart, a może…
Bardzo interesująca lekcja historii. Wydawało mi się, że o wojennych losach Wrocławia wiem sporo. Myliłem się. O „Kolibrze”/”Bocianie” dowiedziałem się dopiero z tego artykułu. Bardzo ciekawe.
Dzięki! Ja również pisząc ten tekst sporo się dowiedziałem o tej ucieczce i o samym Hankem. Np. nie wiedziałem, że miał żonę i córkę…
Wpis na czasie
. Uznanie za trud zebrania całego tego materiału! Przychylam się do hipotezy, że okolice Hali Stulecia to najbardziej prawdopodobne miejsce startu Storcha. „Przez długie lata w literaturze dotyczącej Festung Breslau pojawiała się właściwie jedna lokalizacja – lotnisko na placu Grunwaldzkim” – na dodatek wedle obiegowej legendy samolot wywożący Hankego miał jakoby być jedynym, który stamtąd wystartował. Ciekawe, czy źródłem tej legendy nie była czasem powojenna propaganda, a celem – wykazanie bezsensowności budowy pasa startowego w centrum miasta. Przeczy temu opis Alfreda Koniecznego w „Festung Breslau 1945. Historia i pamięć” – akta zaopatrującej wówczas Wrocław Luftflotte 6 zachowane w niemieckich archiwach wspominają o lądowaniach tamże i startach stamtąd w kwietniu 1945 Junkersów Ju-52 z zaopatrzeniem zabierających z powrotem rannych, lądowały tam też szybowce transportowe.
Wpis miał być na czasie
Podzielam opinię, że długo powtarzana opinia, że z lotniska na placu Grunwaldzkim odleciał tylko jeden samolot – ten z Hankem – to wymysł powojennej propagandy. 10 tys. ofiar, żeby mógł odlecieć 1 samolot – to wyglądało naprawdę absurdalnie. Fakt, że teraz wiemy, że samolotów czy szybowców lądowało tam więcej. Co do lokalizacji startu samolotu gdzieś przy Hali – jak napisałem, wydaje mi się to uzasadnione i prawdopodobne. „Storch” mógł wystartować naprawdę z krótkiego rozbiegu.
Zastanawia mnie, jak ta „powojenna propaganda” ma się do książki von Ahlfena i Niehoffa. W jakimś stopniu się na tych wspomnieniach opiera? A może komendanci twierdzy (krytykujący zresztą Hankego i pewne decyzje Berlina) sami chcieli się w tę propagandę wpisać?
Książka wspomina, że na Grunwaldzkim zdołał wylądować tylko jeden duży samolot (szybowiec) – co nie wyklucza, że lądowały tam średnie samoloty, np. Junkersy, ale po przeczytaniu można odnieść wrażenie, że poza tym jednym szybowcem nic tam nigdy nie lądowało ani stamtąd nie startowało. Zresztą, z drugiej strony, książka nie określa miejsca startu Hankego.
Proponuję używanie bardziej zrozumiałych tytułów funkcyjnych NSDAP: kierownik lokalnej komórki (Ortsgruppenleiter) to po prostu sekretarz POP, kierownik okręgowy (Kreisleiter) to sekretarz powiatowy zaś Gauleiter to sekretarz wojewódzki.
Co do Zieleńca :
http://wroclaw.naszemiasto.pl/archiwum/1590980,eksperci-zidentyfikowali-wrak-bombowca-z-zielenca,id,t.html
dzięki za artykuł,jak najwięcej takich! Festung Breslau ma jeszcze wiele tajemnic.mam pytanie- co sądzisz o ekspozycji nt. Twierdzy w Pałacu Królewskim przy Kazimierza, oczywiście jeśli ją widziałeś?
jestem niezmiennie Twoim fanem jeszcze od blox
niezly wklad w ten wpis. nie to nie wpis tylko obszerny i bogaty artykul. gratulacje czytam dalej!
My też jesteśmy Wrocławiakami z wyboru pochodzącymi z a Dolnego Śląska, niezmiennie w nim zakochani.
Stronę dodaliśmy do ulubionych
Gratulujemy bloga – niezwykle bogaty i profesjonalny.